Suzdal

Stan licznika: 23 288 km

Podróż taka jak nasza jest zwykle starannie planowana. Ostatnie etapy również. Jednak wieloletnie doświadczenie uczy, że powrót do domu jest szybszy niż z domu „ucieczka”. Przez Rosję więc jechaliśmy jak superekspres. Na popasy stawaliśmy krótko. Często żal było fotograficznych braków. Bo w Irkucku deszczem pokropiło, bo nad Bajkałem dymami pożarów horyzont zasłoniło, bo nad Uralem znów lało, bo do Suzdala przed zachodem słońca nie zdążyliśmy… Więc w Suzdalu przy ognisku zaczęliśmy… planować trasę następnego Rajdu do Pekinu. Tak żeby wszystkie rosyjskie „braki” nadrobić. Ale po kolei…

Suzdal jest może najsympatyczniejszą mieścinką całej Rosji. Należy do Zołotego Kolca czyli pierścienia złotych miast i miasteczek, które Moskwę zabytkową architekturą otaczają i złotymi kopułami cerkwi się pysznią. Suzdal jest szczególny. Gdy w połowie XIX wieku wytyczano z Moskwy trasę kolei na wschód zmierzającej, w Suzdalu płakali. Bo kolej Suzdal omijała. Okazało się po latach, że była to najszczęśliwsza decyzja tysiąclecia. Gdyż dzięki pozostaniu na uboczu Suzdal jako jedyny w promieniu setek kilometrów pozostał najpiękniejszą perłą przeszłości.

Za dziewięć lat Suzdal będzie się szczycił formalnym tysiącleciem istnienia. Pełnił w historii rolę stolicy książęcej, a nawet tymczasowo państwowej. Kremlów powstało tu kilka. Przede wszystkim jednak był centrum życia religijnego. Cerkwi, kaplic i klasztorów tu przetrwało kilkadziesiąt. Mimo że miasteczko ledwo dziesięciotysięczne, jest Suzdal jakby zmultiplikowaną Częstochową. Ominęły go wojny (poza roczną okupacją polską wojsk hetmana Żółkiewskiego w 1610 roku), rewolucje, domowe rzeźnie, bezwzględność stalinizmu, niemieckie bomby. Już w latach 60. XX wieku postanowiono Suzdal cerkiewny pieścić i hołubić, co było decyzją zadziwiającą w państwie Breżniewa.

Renowacja zabytków była siermiężna, ale przynajmniej rujnację zatrzymała.

Jeszcze przed paroma laty Suzdal ciągle był senną mieścinką, do której docierali tylko ambitniejsi turyści. Dzisiejszy Suzdal zaskakuje tempem rewitalizacji i prawosławnej i rekreacyjnej. Stał się miejscem modnym jak nasz Kazimierz nad Wisłą, a bliskość i obfitość moskiewskich pieniędzy sprawiła, że w ciągu dosłownie kilku ostatnich lat stał się ulubioną „miejscówką” zamożnych Moskwiczan. Tu się spędza weekendy, tu się bierze śluby, tu planuje emeryturę. Hoteli, pensjonatów są już dziesiątki. Wycieczkowe autobusy nie mieszczą się na ciągle rozbudowywanych parkingach. O miejsce w licznych restauracjach ciężko. A jeszcze przed dekadą zagraniczny przybysz był dziwolągiem (czego sam doświadczyłem), na przyzwoity obiad jechało się ponad 20 kilometrów w stronę Włodzimierza, a jedyną pamiątką jaką można było od ulicznego sprzedawcy (jedynego w mieście!) wydębić, był czołgowy hełmofon…

Suzdal jest przepiękny i nigdzie jak tutaj nie można poczuć uroku i rozkwitu sielskiej architektury podmiejskich domów i wiejskich monastyrów. Nawet założony za sowietów skansen budownictwa rustykalnego przydał się dzisiejszym suzdalskim czcicielom lepszej, przedrewolucyjnej przeszłości. Tylko pomnik Lenina tradycyjnie nikomu przy głównej ulicy (też Lenina!) nie przeszkadza. I to mimo że obiekty sakralne oddano prawowitym właścicielom, popom i wiernym. Obozowisko rozłożyliśmy w centrum mieściny, w zakolu rzeczki Kamienki. Rano mogliśmy podziwiać jak słońce skrzy się w dziesiątkach cerkiewnych kopuł.

Tutaj też dogonił nas Marek! Znad Bajkału ruszyliśmy razem, ale motoryzacyjne perypetie ciągle zostawiały Marka sto, czasem dwieście kilometrów za nami. Marek jest żeglarzem, po 30 latach halsowania postanowił spróbować drogowych włóczęg. Kupił używanego mercedesa sprintera i dał sobie dwa lata na przebudowanie busika na kampera. I wtedy znalazł w internecie informację o naszym Rajdzie. Zdecydował się w kilka godzin, ale na „zrobienie” kampera miał ledwie dwa miesiące. Podróż do Chin była więc testem wszystkich Marka „wynalazków”. Teraz w drodze powrotnej mercedes ciągle mu robił jakieś psikusy. Co się Marek rozpędził, coś… odpadało. W dodatku robił te wszystkie tysiące kilometrów bez zmiennika. Ostatnią przygodą Marka było zgubienie koła. Na szczęście tylnego więc na drodze się utrzymał. A dziś wreszcie nas dogonił. W świetnym humorze już o świcie! Żeglarze tak mają… W dodatku miał samochód umyty… Niebywałe!

Opublikowane przez:

Urodziny w 1961 roku. Reportażysta, scenarzysta, bloger, fotografik. Z plecakiem lub na stopa zwiedził ponad 80 krajów. Jego ulubione miejsca na świecie to: : Salar de Uiuni (Boliwia), Gili Air koło Lomboku (Indonezja), Lofoty (Norwegia), Bieszczady, Hel, Borne-Sulinowo.