Irkuck

Stan licznika: 17682 km

Pierwszy raz w Irkucku byłem przed ćwierćwieczem. Zawsze wracam tam z przyjemnością, nawet z sentymentem. Ale nie pozbawionym dumania nad polską spuścizną miasta. Stolica wschodniej Syberii była przecież centralnym punktem adresowym pokoleń skazańców i zesłańców. Pamiętam szok, gdy zobaczyłem, że na miejscu pochówku nieszczęśników znad Wisły jest… wesołe miasteczko i plac zabaw dla dzieci. Jest do dzisiaj. Choć odrobinę sprawiedliwości historii oddano i obok kościoła rzymskokatolickiego, zbudowanego ze składek polskich zesłańców, jest wreszcie ulica Polskich Powstańców.

Przed laty szukałem tu śladów biznesowych i kulturowych starań jednego z najsławniejszych polskich patriotów, porucznik Piotr Wysocki spędził tu pół życia. A zaznaczył się w historii Syberii również tym, że założył tu pierwszą fabryczkę mydła. Wtedy mydła wysockiego (nazywało się, o ile pamiętam, Ałtaj) nie znalazłem, dzisiaj przywiozłem ze sobą własne. Na wszelki wypadek. Okazało się, że niepotrzebnie. Bo o ile kiedyś mieli tu dwa hotele przyjmujące obcokrajowców, to dzisiaj są ich dziesiątki. Jest też sporo klimatycznych hosteli dla plecakowiczów. W dodatku język angielski nie sprawia tutejszej młodzieży trudności i nawet gdy w hostelu jest tłoczno, miejsce i gościna dla wędrowca zawsze się znajdzie. A w zeszycie gości adresy z całego świata.

Irkuck zachował wiele z dawnego charakteru. Ocalało sporo drewnianej architektury. Nie tyle z szacunku do historii, co z braku mieszkań. Stu, a nawet dwustuletnie drewniane domy ciągle dominują w zabudowie centrum. Irkuck zbudowano na bagnistym terenie w zakolu Angary więc stare domy osiadły już dość głęboko, parterowe kiedyś okna schowały się już poniżej asfaltowanych chodników. Wyglądają jak amerykańskie „bejsmenty”, nawet bardziej malownicze, bo domy osiadają według własnej logiki i często przekrzywione są jak Krzywa Wieża w Pizie.

Starych domów nie zburzono, bo nowych nie zdążono zbudować. Za to w centrum zbudowano centrum spacerowe, knajpiane nawiązujące stylem do dawnej architektury. Kiczowate to strasznie, ale turyści i aparat fotograficzny kicz lubią. Poza tym Irkuck jest sympatycznym mimo wszystko molochem bloków, handlowego rozgardiaszu i dyskotek, w których dziewcząt jest trzy razy więcej niż mężczyzn. Ale to wiemy tylko z opowieści, bo w klubach nocnych obowiązuje jak w Nowym Jorku „selekcja”, a nasze polowe ubrania spotkały się ze wzgardą ochroniarzy.

Przywitaliśmy się więc z rosyjskością stosownie do okoliczności. Wódką, kawiorem na blinach. Odwiedziliśmy banię (w piwnicach współczesnego bloku) i wypociliśmy resztki azjatyckiego zmęczenia. Auta też umyliśmy.

W podróży jesteśmy już dość długo. Nie wszyscy uczestnicy I Rajdu Wenecja – Pekin 2015 mają niekończący się urlop. Dokonaliśmy więc przetasowań w kilku załogach. Paru zmęczonych włóczykijów odleciało do domu. Obsady samochodów uzupełniliśmy również lotniczym desantem. Przy okazji towarzystwo nam się odmłodziło. Oby z korzyścią towarzyską. Szkoda że tylko w męskim wydaniu. Najważniejsze jednak, że Syberia naszej młodzieży już niestraszna…

Opublikowane przez:

Urodziny w 1961 roku. Reportażysta, scenarzysta, bloger, fotografik. Z plecakiem lub na stopa zwiedził ponad 80 krajów. Jego ulubione miejsca na świecie to: : Salar de Uiuni (Boliwia), Gili Air koło Lomboku (Indonezja), Lofoty (Norwegia), Bieszczady, Hel, Borne-Sulinowo.