gdzieś za Ułan Bator

Stan licznika: 17061 km

Pustka półpustynnych stepów Mongolii zachwyca, ale jej stolica przeraża. W centralnej górskiej kotlinie wpierw widać zagrody pasterskie z wysokimi płotami. W końcu własność prywatna to najwyżej ceniona nie tylko w Mongolii rzecz. Płoty nowoczesne, blaszane, mury także solidne. Otaczają plac mizernej trawy i umieszczoną w narożniku tradycyjną jurtę. Ogrodzenie takie musi kosztować więcej niż jurt pięć lub dwa przeciętne samochody. Przeciętność auta jest oczywiście umowna, gdyż większość mongolskich wielbicieli czterech kółek pała atencją do japońskich i rosyjskich zardzewiałych wraków.

Podmiejski pierścień Ułan Bator otacza zatłoczone blokowisko w stylu późnego Chruszczowa. Urodą może rywalizować z najbrzydszymi dzielnicami Bukaresztu i Tirany. Stare, zdewastowane osiedla już w nowszych czasach zostały w sposób bardzo dowolny zabudowane wszelkimi instalacjami mieszkalnymi i handlowymi bez żadnego planu urbanistycznego. Architektura użytkowa najwyraźniej nie jest mongolską domeną. Dzięki temu wszędzie jest cień, gdyż budynki powstają w takim zagęszczeniu, iż w uliczkach miedzy nimi przeciwległych ścian jednocześnie może dotknąć nawet dziecko. Może i dobrze bo upał tu latem niemiłosierny.

Z kolei moloch wyjątkowo nieurodziwego miasta kryje w swym centrum dzielnicę o zupełnie innych ambicjach. Hotele światowych sieci przyćmiewają luksusem nawet to co widzieliśmy w Chinach. Banki i siedziby międzynarodowych korporacji przysłoniły już budownictwo, które kiedyś naśladowało Moskwę Stalina. Tutaj już królują na ulicach zupełnie inne samochody niż na przedmieściach. Marki luksusowe. Ubrania przechodniów także. A ikonografia wielkich banerów jednoznacznie wskazuje, że Ułan Bator przymierza się do wystawy EXPO i Igrzysk Olimpijskich. Czego ani światowemu biznesowi ani sportowi nie życzę.

Ozdobą śródmieścia jest oczywiście plac centralny, a ozdobą placu oczywiście pomnik Czyngis-chana. Oczywiście gigantyczny. Tym razem chan nie prezentuje swego żołnierskiego mitu lecz wielkopańskość mierzoną kilogramami otyłości. W Azji do dzisiaj tusza świadczy o statusie człowieka więc Czyngis ledwo mieści się na królewskim tronie i bardziej przypomina sytego Buddę niż cesarza. Poza tym mają w centrum Ułan Bator sporo luksusowych salonów samochodowych, knajp, których nie powstydziłby się Manhattan oraz lunapark i dobrze zaopatrzony sklep z klockami lego. Dodam też, że do stolicy Mongolii pielgrzymują nie tylko skromni plecakowicze, bo w co drugim budynku jest hotel. A wolnych pokoi brak. Uciekaliśmy z Ułan Bator zniesmaczeni.

Jest jednak w stolicy Mongolii jedno miejsce, które wspominać będę z sympatią – miejski bazar. Setki stoisk, orientalny gwar, sporo tradycyjnych towarów. Jurty w wielkim wyborze, ubrania nawiązujące do folkloru, mnogość oryginalnej kuchni. Nabyliśmy nawet kilka mongolskich kociołków czyli stalowych i miedzianych palenisk otoczonych kołnierzem przypominającym prodiż, w którym przy stole gotuje się w rosole wszelkie przysmaki mięsne i rybne. Jest też trochę staroci buddyjskich i tych całkiem współczesnych. Można nabyć statuetki nie tylko Lenina, Marksa lub Czyngis-chana, ale również Stalina i… Hitlera. W sumie, gdy się nad ich osiągnięciami zastanowić przecież do siebie pod wieloma względami pasują.

Tym szybciej z radością wróciliśmy na mongolski step, do pasterzy i buddyjskich cmentarzyków. Kolejny, trzeci dzień jazdy na północ – szosą już grożącą wybiciem zębów i połamaniem resorów – nagrodził nas widokiem pierwszej brzozy. Nie ma cudów, Syberia jest gdzieś blisko. Za horyzontem.

Opublikowane przez:

Urodziny w 1961 roku. Reportażysta, scenarzysta, bloger, fotografik. Z plecakiem lub na stopa zwiedził ponad 80 krajów. Jego ulubione miejsca na świecie to: : Salar de Uiuni (Boliwia), Gili Air koło Lomboku (Indonezja), Lofoty (Norwegia), Bieszczady, Hel, Borne-Sulinowo.